CRUX
tam gdzie dół i góra, róża wiatrów
zanurzona w rzeczywistości kotwica
fragment okna w psychiatryku
poranna i wieczorna kibla
stała dodatnia w równaniu życia
rysunek, malarstwo, rzeźba, fotografia, liternictwo, filozofia, sztuka sakralna, przyroda, poezja
niedziela, 8 marca 2015
sobota, 7 marca 2015
czwartek, 26 lutego 2015
krukowaty
Ślady żerowania na jabłku wskazują na jakiegoś ptaka. Wyraźnie widać ślady wydziobywania a po szerokości łuków przy krawędzi wbłębienia można wywnioskować wielkość dzioba. Przypuszczam że na tym jabłku żerował krukowaty ponieważ pasuje mi wielkość dzioba. Poza tym w miejscu w którym znalazłem jabłko widziałem nie daleko ptaki krukowate.
Zdjęcia zrobiłem 4 listopada 2013 roku.
sobota, 21 lutego 2015
risu
RISU
nie lubię skrytego sztyletu
w naszym sztucznym uśmiechu
lubię uśmiech ze mnie
do mnie
nie lubię uśmiechu ze mnie
beze mnie
lubię uśmiech bez zarysu niepewności
nie lubię uśmiechu bez namiętności
nie lubię skrytego sztyletu
w naszym sztucznym uśmiechu
lubię uśmiech ze mnie
do mnie
nie lubię uśmiechu ze mnie
beze mnie
lubię uśmiech bez zarysu niepewności
nie lubię uśmiechu bez namiętności
piątek, 20 lutego 2015
o. Zbigniew Strzałkowski OFM Conv
o. Zbigniew Strzałkowski OFM Conv
ołówek mechaniczny z wkładem 5,6 mm węglowym, prasowanym; węgiel w drewnianej oprawce; wiszer; bristol formatu A4
Urodzony w Tarnowie a pochodzący z Zawady mieszczącej się przy tym mieście, franciszkanin i misjonarz, który poniósł śmierć męczeńską w Peru.
Etykiety:
człowiek,
papier biały,
papier gładki,
węgiel,
wiszer
środa, 11 lutego 2015
obleśne miasto
Obleśne miasto
ołówek; tuszopis czarny; pędzel; akryl biały; ciemnozielony, gładki karton do pasteli formatu A4
Praca zainspirowana zdjęciem przedstawiającym wioskę Dogonów w Mali.
sobota, 17 stycznia 2015
Paweł pustelnik i wydra
Paweł pustelnik i wydra
ołówek automatyczny 0,5 mm, 2B; czarna kredka Conte; czarny tuszopis Faber-Castell; biały, fakturowany karton Fabriano formatu A4
[Opowiada Paweł, pustelnik żyjący na wyspie, którego spotkał św. Brendan]. Rano więc, zgodnie z poleceniem świętobliwego ojca, udałem się na rzeczony brzeg, znalazłem to, co mi zapowiedział. Wsiadłszy do łodzi, zacząłem płynąć przez trzy dni i trzy noce. Po upływie tego czasu puściłem łódź swobodnie, aby wiatr zaniósł ją tam, gdzie popadnie. Siódmego dnia ukazała mi się to oto skała, na którą natychmiast się wdrapałem, puściłem łódź i pchnąłem ją nogą, aby popłynęła tam, skąd przypłynęła. Zaraz też ujrzałem, jak wielkim prądem pruła fale morskie, aby wrócić w ojczyste strony.
Około dziewiątej wydra przyniosła mi obiad z morza, to znaczy jedną rybę w pysku i dla rozpalenia ognia wiązkę chrustu, trzymając ją między przednimi łapami i krocząc na dwóch tylnych. Kiedy położyła przede mną rybę i podpałkę, wróciła tam, skąd przybyła. Ja zaś wziąłem topór, uderzyłem w krzemień i zrobiłem ogień z podpałki, i przygotowałem sobie posiłek z tej ryby. I tak przez trzydzieści lat każdego trzeciego dnia ten sam sługa przynosił mi to samo pożywienie na trzy dni, mianowicie jedną rybę. Każdego dnia zjadałem jedną trzecią część ryby i dzięki Bogu nie odczuwałem także żadnego pragnienia.
(tł. I. Lewandowski, oprac. J. Strzelczyk, Żegluga św. Brendana opata 26)
Etykiety:
człowiek,
kredki,
ołówek,
papier biały,
papier fakturowany,
tuszopis
Subskrybuj:
Posty (Atom)





